sobota, 4 grudnia 2010

Dunajska zupa rybna


Dzisiaj mam temat specjalny - dunajska zupa rybna, prosto z Wojwodiny. Mam również gościa specjalnego, czyli mojego przyjaciela Borę Vesnića. Oklaski dla Bory. Bora jest młodym serbskim raperem, wpada czasami do Polski, bo ma tu dziewczynę, a jego rodzice na swoim ślubie mieli świadków Polaków. Więc więzi polsko-jugosłowiańskie są kontynuowane ;) Oto Bora, który będzie dla nas dzisiaj gotował:


A teraz składniki:
* ryba - bardzo ważna sprawa. Według Bory, muszą być 3 rodzaje ryb. Chodzi o to, żeby jeden typ był glono-roślinojadem, drugi typ musi być drapieżnikiem, a 3 wszystkojadem. Czyli co? Płotka, szczupak i na przykład karaś/karp. Z drugiej strony nasz równie niezawodny przyjaciel Dejan, mawiał, że zupa rybna bez 7 różnych rodzajów ryb, to nie jest zupa rybna i potrafił opierdalać z tego powodu kelnera, kucharza i wszystkich, którzy znajdowali się w okolicy. Także dla równowagi możecie dołożyć jeszcze jakiegoś suma czy pstrąga. RYBY MUSZĄ BYĆ ŚWIEŻE. Najlepsze w ogóle by były jeszcze pływające, ale to wam się w tym kraju raczej nie uda. Więc pozostańmy przy świeżych, całych rybach. ŻADNYCH FILETÓW. Bora niestety tym razem popełnił ten błąd (nie miał niestety innego wyjścia) i zupa była smaczna, ale nie tak intensywna jak ta, która robił w Serbii i lekko dawała mułem.
* szalotka (pęczek)
* marchew, pietruszka, czosnek
* koperek
* dużo papryki mielonej
* parę pomidorów
* przyprawy
* makaron (najlepiej jajeczny, gruby)




Zacznijmy od ryb. Oczyścić (albo kupić już oczyszczone), umyć i pokroić w dzwonki. Łeb i ogon odcinamy, ale zostawiamy do wywaru. Warzywa (bez koperku, idzie na koniec) miksujemy, wlewamy do małego garnka i gotujemy.







Rybę wrzucamy do gara (nie zapomnijcie o głowach i ogonach), zalewamy wodą i wrzucamy zupne przyprawy. Warto też wrzucić spaloną na patelni cebulę. Już o tym pisałam chyba, ale trzeba cebulę rozkroić na pół i położyć na suchej patelni. Smażyć, aż się zacznie dymić. Nasz mus warzywny po zagotowaniu odstawiamy na bok, a rybę gotujemy.


Ryba musi się trochę pogotować. Prawda jest taka - im dłużej, tym lepiej. Stańcie na głowie, żeby wasza zupa wyszła doskonale. Potem stopniowo dodajemy mus warzywny i dużo mielonej papryki (dosłownie ze 3-4 opakowania, aż wam się kolor zupy spodoba).


Na koniec można dodać koperek. Pozostaje ugotować makaron i czekać, aż zupa będzie miała odpowiedni smak. Tzn. że ma się gotować, aż uznacie jej smak za intensywny. Od razu ostrzegam - nie oszukujcie - z dwóch płotek takiej zupy nie zrobicie. Ryby musi być konkretnie dużo. Trochę to będzie kosztowało, ale ryby jeziorne i rzeczne nie są tak drogie jak morskie, poza tym zupy będziecie mieli jak dla pułku wojska. Jeszcze jedno, nie da się zrobić porządnej zupy rybnej w małej ilości. Po prostu to się nie uda. Musi być ogromny gar. Przygotujcie sobie słoiki i jeśli nie zjecie wszystkiego, będziecie mieli na później. No dobra. Tak to wyglądało:



Na koniec mam jeszcze dwa bajery. Numero uno, jadłam też tę zupę w Serbii, a wyglądało to tak:


 Po drugie, na koniec mały gratis. Bora oprócz gotowania robi w życiu masę rzeczy. Szanowni państwo - Bora i Višnja  przed państwem :))



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz